Nie, nie, nie martwcie się, jeszcze nie teraz, jednak mama już dzwoniła do doktor i mam ustalony termin na 7 kwietnia, czyli zaraz po Świętach. Mimo wszystko jestem zadowolona, ponieważ ostatnio byłam w szpitalu na początku grudnia, co oznacza, że wrócę do niego po czterech miesiącach co, patrząc po ostatnich pobytach, jest dość dużym sukcesem (ostatnio wróciłam na oddział po nie całych dwóch miesiącach). Może jednak nie jest ze mną aż tak źle, jak się wszystkim wydaje?
A co się u mnie działo w ostatnim czasie? Z tego co pamiętam, ostatnio pisałam, że szykuję się na klasową wycieczkę, a od tamtego czasu sporo się zdarzyło.
Wycieczka oczywiście się odbyła, ale jakoś tak...było dziwnie udno. Ewidentnie czegoś brakowało (np. przypałowych wygłupów). Następnego dnia był wtorek (najgorszy dzień w tygodniu) i właściwie był to jedyny dzień tego tygodnia, w którym byłam w szkole. Dlaczego? Już tłumaczę. Od środy do piątku mieliśmy szkolne rekolekcje, a trzecie klasy pisały próbne matury, co po zsumowaniu daje nam trzy dni wolnegoo!! Miałam nadzieję się przez ten czas wyspać, jednak okazało się, że rekolekcje zaczynają się o 8.30, co oznaczało codzienne wstawanie przed szóstą. No nic, myślałam, że odbiję to sobie w weekend. Hahahahaha też daliście się nabrać? Tylko w sobotę mogłam sobie poleniuchować, gdyż z niewyjaśnionych przyczyn, moi rodzice wpadli na pomysł, żeby w niedzielę pojechać sobie do kościoła na dziewiątą (kiedy zawsze chodzimy na jedenastą). Koniec, końców zdałam sobie sprawę, że bardziej się wyśpię gdy w końcu pójdę do szkoły...
A w tym tygodniu oczywiście sprawdziany... W poniedziałek pisałam (czyt. zwalałam) z wos-u, w środę z francuskiego (dostałam 4!! <3), a w piątek miał być z angielskiego ale dziewczyny przełożyły go na następny tydzień, co prowadzi nas do następnego tygodnia, w którym mam sprawdziany z posdstaw przedsiębiorczości, edukacji dla bezpieczeństwa i właśnie angielskiego, oraz konkurs z religii. Ale wracając jeszcze do piątku...
Widzieliście zaćmienie słońca? Razem z koleżankami oglągałyśmy do na angielskim, patrząc przez koszulki. A Tak w ogóle to był w tedy pierwszy dzień wiosny (prawie), do tego dzień wagarowicza i dni otwarte. Z tego powodu do szkoły przyszło tylko 11 osób (na koniec było nas już tylko 7).
Na koniec chcę tylko powiedzieć, że moja rodzina rozpoczęła dzisia program pomocy psychologa, ale szczerze mówiąc, nie wiem czy jest on nam potrzebny..
A jak minął Wasz tydzień? Co się ciekawego wydarzyło?
Więcej: Oddech dla Marty
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz