Już od kilku lat dożo się mówi o
konieczność izolowania od siebie osób chorych na mukowiscydozę. Ale czy to na
pewno właściwe? Albo może raczej, czy jest to właściwie robione? Myślę, że
większość chorych zgodzi się ze mną, że nie do końca. A mam wrażeni, że
niektórzy lekarze/rodzice/pielęgniarki tego nie dostrzegają. Nie ma sensu
izolować nas na siłę, jeśli i tak nie ma do tego warunków!
Przykładowa sytuacja na oddziale.
Pomijając fakt, że w ogóle nie ma osobnego oddziału dla chorych na cf, znajduje
się tam zaledwie kilka izolatek (w moim szpitalu zaledwie 5), a chorych
przybywa. Reszta sal jest wieloosobowa, na których wiadomo, że nie możemy
przebywać. Zazwyczaj i tak przyjmowane jest więcej niż te pięć osób, więc nie
ma opcji, żebyśmy na siebie nie wpadli. Kolejnym kiepskim rozwiązaniem (a
raczej brakiem jakiegokolwiek rozwiązania) są łazienki. Na całym oddziale
znajdują się zaledwie dwie : jedna przeznaczona dla „zwykłych” chorych, a druga
dla mukowiscydozy. No proszę Was! JEDNA łazienka dla całej mukowiscydozy. Przecież
wiadomo, że to właśnie tam jest największe siedlisko bakterii. Już w tym
momencie odnoszę wrażenie, że izolacja nas jest bezsensowna, ponieważ i tak
wszyscy się pozarażamy w łazience. Do odnoszę wrażenie, że jest ona dużo
brudniejsza i mniej zadbana od tej ogólnej. Kolejną sprawą jest kazanie
siedzieć nam cały czas na salach. To bez znaczenia gdzie spędzimy cały dzień,
bo i tak spotkamy się w łazience i w gabinecie zabiegowym. Większość muko ma
kroplówki na bardzo podobne godziny i też o podobnych godzinach się kończą,
więc najczęściej właśnie tam na siebie wpadamy i to jest jedyny czas, w którym
możemy ze sobą porozmawiać jak dawniej. Bo chyba wielu ludzi nie zdaje sobie
sprawy, że przez to „izolowanie” rozpadło się wiele wspaniałych przyjaźni
sprzed lat. A przecież u nas jest ważna zarówno kondycja fizyczna jak i
psychiczna i dla wielu, zbawieniem była możliwość porozmawiania z kimś kto
również jest chory. Jasne, ktoś teraz powie, że przecież są telefony i Internet.
Osobiście używam tych dobrodziejstw do kontaktu ze „starymi” znajomymi, ale co
mają zrobić osoby młodsze, które nie pamiętają czasów, w których nie było tych
ograniczeń i nikogo z tego okresu nie znają? Mają się zwierzać ze wszystkiego
rodzicom? Albo zdrowym dzieciom, które i tak ich nie zrozumieją? Nie kupuję
tego. Naprawdę współczuje tym dzieciom. Ale wracając do tematu, szpitale nie są
przystosowane do przyjmowania chorych na mukowiscydozę i nie mają pieniędzy na
budowanie dla nas nowych oddziałów, a państwo, przynajmniej na razie, nie chce
się zgodzić na wprowadzenie do Polski domowej hospitalizacji.
Pomijając to wszystko, zastanawiam
się, na podstawie jakich wniosków „Amerykańscy naukowcy udowodnili”, że chorzy
na mukowiscydozę im częściej ze sobą przebywają tym bardziej się zarażają, a
bakterie się mutują. Przecież wiadomo, że jeśli człowiek często przebywa w
środowisku jakichś bakterii, to po pewnym czasie się na nie uodparnia. A nas
się od bakterii izoluje. Czy to aby na pewno dobry pomysł? Bo mam wrażenie, że
od kiedy nas izolują, pojawiło się więcej groźnych bakterii, które szybciej
łapiemy i umiera dużo więcej osób niż kiedyś, mimo że średnia życie oczywiście
się zwiększyła. Ale czy to na pewno ma sens?
JEŚLI CHCECIE NAS
IZOLOWAĆ, TO RÓBCIE TO JAK TRZEBA, BO NIKT Z NAS NIE CHCE CIERPIEĆ NA DARMO!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz