Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

piątek, 11 września 2015

O izolacji chorych na mukowiscydozę

            Już od kilku lat dożo się mówi o konieczność izolowania od siebie osób chorych na mukowiscydozę. Ale czy to na pewno właściwe? Albo może raczej, czy jest to właściwie robione? Myślę, że większość chorych zgodzi się ze mną, że nie do końca. A mam wrażeni, że niektórzy lekarze/rodzice/pielęgniarki tego nie dostrzegają. Nie ma sensu izolować nas na siłę, jeśli i tak nie ma do tego warunków!
            Przykładowa sytuacja na oddziale. Pomijając fakt, że w ogóle nie ma osobnego oddziału dla chorych na cf, znajduje się tam zaledwie kilka izolatek (w moim szpitalu zaledwie 5), a chorych przybywa. Reszta sal jest wieloosobowa, na których wiadomo, że nie możemy przebywać. Zazwyczaj i tak przyjmowane jest więcej niż te pięć osób, więc nie ma opcji, żebyśmy na siebie nie wpadli. Kolejnym kiepskim rozwiązaniem (a raczej brakiem jakiegokolwiek rozwiązania) są łazienki. Na całym oddziale znajdują się zaledwie dwie : jedna przeznaczona dla „zwykłych” chorych, a druga dla mukowiscydozy. No proszę Was! JEDNA łazienka dla całej mukowiscydozy. Przecież wiadomo, że to właśnie tam jest największe siedlisko bakterii. Już w tym momencie odnoszę wrażenie, że izolacja nas jest bezsensowna, ponieważ i tak wszyscy się pozarażamy w łazience. Do odnoszę wrażenie, że jest ona dużo brudniejsza i mniej zadbana od tej ogólnej. Kolejną sprawą jest kazanie siedzieć nam cały czas na salach. To bez znaczenia gdzie spędzimy cały dzień, bo i tak spotkamy się w łazience i w gabinecie zabiegowym. Większość muko ma kroplówki na bardzo podobne godziny i też o podobnych godzinach się kończą, więc najczęściej właśnie tam na siebie wpadamy i to jest jedyny czas, w którym możemy ze sobą porozmawiać jak dawniej. Bo chyba wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że przez to „izolowanie” rozpadło się wiele wspaniałych przyjaźni sprzed lat. A przecież u nas jest ważna zarówno kondycja fizyczna jak i psychiczna i dla wielu, zbawieniem była możliwość porozmawiania z kimś kto również jest chory. Jasne, ktoś teraz powie, że przecież są telefony i Internet. Osobiście używam tych dobrodziejstw do kontaktu ze „starymi” znajomymi, ale co mają zrobić osoby młodsze, które nie pamiętają czasów, w których nie było tych ograniczeń i nikogo z tego okresu nie znają? Mają się zwierzać ze wszystkiego rodzicom? Albo zdrowym dzieciom, które i tak ich nie zrozumieją? Nie kupuję tego. Naprawdę współczuje tym dzieciom. Ale wracając do tematu, szpitale nie są przystosowane do przyjmowania chorych na mukowiscydozę i nie mają pieniędzy na budowanie dla nas nowych oddziałów, a państwo, przynajmniej na razie, nie chce się zgodzić na wprowadzenie do Polski domowej hospitalizacji.
            Pomijając to wszystko, zastanawiam się, na podstawie jakich wniosków „Amerykańscy naukowcy udowodnili”, że chorzy na mukowiscydozę im częściej ze sobą przebywają tym bardziej się zarażają, a bakterie się mutują. Przecież wiadomo, że jeśli człowiek często przebywa w środowisku jakichś bakterii, to po pewnym czasie się na nie uodparnia. A nas się od bakterii izoluje. Czy to aby na pewno dobry pomysł? Bo mam wrażenie, że od kiedy nas izolują, pojawiło się więcej groźnych bakterii, które szybciej łapiemy i umiera dużo więcej osób niż kiedyś, mimo że średnia życie oczywiście się zwiększyła. Ale czy to na pewno ma sens?



JEŚLI CHCECIE NAS IZOLOWAĆ, TO RÓBCIE TO JAK TRZEBA, BO NIKT Z NAS NIE CHCE CIERPIEĆ NA DARMO!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz